Chrześcijańskie życie,  Wiara

Dokąd ujdę przed duchem Twoim?

Jakiś czas temu sięgnęłam po autobiografię Johna Bunyana, słynnego autora Wędrówki Pielgrzyma. Trudno powiedzieć, czego oczekiwałam – uporządkowanego opisu nawrócenia z wbudowanym traktatem teologicznym, jakiegoś charakterystycznego momentu przełomowego. Grace Abounding to the Chief of Sinners okazało się jednak czymś nieco innym — opowieścią o głębokich i niekiedy rozpaczliwych zmaganiach, które towarzyszyły Bunyanowi w pierwszych latach jego duchowej wędrówki. Atmosfera tych rozterek pozwala domyślić się, skąd autor zaczerpnął inspirację do Bagna Rozterki, w którym główny bohater Wędrówki Pielgrzyma, Chrześcijanin, niemal utonął.

Bunyan był człowiekiem intensywnej introspekcji, którego myśli niejednokrotnie prowadziły na skraj załamania. Krótko po nawróceniu zaczęły go trapić różnorodne wątpliwości – podważające po kolei wszystkie podstawy jego wiary, w tym autorytet Pisma Świętego, a wreszcie – jego zbawienie i wybranie przez Boga. To, co wcześniej pewne, stało się dla niego niepewne, a on sam zaczął być w myślach kuszony, by porzucić Chrystusa. Nie mowa tu o jednorazowym incydencie – zmagania te trwały kilka lat. Bunyan opisuje odrazę, jaką myśli te w nim wywoływały, nie był jednak w stanie się od nich uwolnić. Momentami dochodził do przekonania, że myśli tego typu nie mogą pojawiać się w sercu żadnego dziecka Bożego i popadał w rozpacz, że zdołał popełnić grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Miał wrażenie, że wszystkie wersety w Piśmie, które tyczą się znieczulonego i niewiernego serca, dla którego nie ma już nadziei zbawienia, dotyczą właśnie jego. Te rzeczy powodowały, że popadałem w głęboką rozpacz, ponieważ dochodziłem do wniosku, że nie mogą one żadną miarą być znalezione u tych, którzy miłują Boga (tłum. własne)(1).

Być może nie są to słowa, które często słyszymy. A jednak nie są to zmagania obce chrześcijańskiemu doświadczeniu i powinny być poruszane przez nas częściej, bo także i na nie istnieje odpowiedź i pocieszenie.

Odporność na intelektualne pokusy?

Wydaje się, że istnieje wśród chrześcijan podświadome poczucie, że życie chrześcijańskie powinno przynieść natychmiastową odporność na pewne kategorie pokus i wątpliwości – a zwłaszcza te związane z treścią wiary. Karykaturyzując – „porządny” chrześcijanin może być kuszony, by nakrzyczeć na frustrującego sąsiada, obejrzeć film, którego nie powinien, czy narzekać na swoje nudne życie. Ale pokusa, by wątpić w prawdy wiary? Niemożliwe. Przecież nawrócenie wymagało przyjęcia i uznania za prawdziwe tego, co głosi Ewangelia i Pismo Święte – i podporządkowania się Bogu, o którym one mówią. Skąd więc nagle w umyśle wierzącego miałyby zacząć pojawiać się myśli, które podają te fundamenty w wątpliwość? Czy takie zmagania nie są niezbitym dowodem na brak prawdziwej wiary?

Jednak takie postrzeganie życia chrześcijańskiego wynika z głębokiego niezrozumienia natury pokus i daleko mu do rzeczywistości, którą obserwujemy w życiach bohaterów Biblii. W przyjęciu tak postawionych oczekiwań ujawnia się niezrozumienie procesu uświęcenia, a momentami też pewna doza oszustwa. Bo czasami łatwiej jest wypierać pewne problemy, niż faktycznie się z nimi zmierzyć.

To jak to właściwie jest z tymi wątpliwościami? 

Przez nasze głowy nieustannie przepływa strumień bardziej lub mniej uświadomionych myśli i wrażeń. Samo pojawienie się myśli, której treść nie jest obiektywnie prawdziwa, nie jest grzechem. Tak samo jak pojawienie się pokusy, choć oczywiście zdarza się, że możemy mieć wpływ na to, na jakie pokusy się wystawiamy.

Zaistnienie danej myśli w naszej głowie jeszcze nie definiuje naszej tożsamości – w końcu sam Jezus był kuszony. Pokusa sama w sobie nie jest grzechem, ale jej istnienie możliwe jest tylko w świecie, który jest upadły i grzeszny. Sam fakt, że przechodzi mi przez głowę myśl „Ziemia jest płaska”, nie mówi nic ani o obiektywnym stanie rzeczywistości, ani o mojej tożsamości. Pojawienie się myśli nie czyni mnie płaskoziemcą. Jest to po prostu pewna sugestia, która zawędrowała do mojego umysłu, z którą muszę się zmierzyć, zweryfikować (i odrzucić!).

Wyjątkowo obrazowo tę rzeczywistość opisał nikt inny jak Bunyan w Wędrówce Pielgrzyma. Na drodze do Niebiańskiego Miasta Chrześcijanin zmuszony był przechodzić przez Dolinę Cienia Śmierci, w której z obu stron ścieżki otwierały się same wrota piekieł.

Biedny Chrześcijanin był do tego stopnia oszołomiony, że zapomniał jak brzmi jego własny głos. Spostrzegłem to w następujący sposób: otóż w momencie, gdy przechodził obok płonącej otchłani, podszedł do niego cichaczem z tyłu jeden z tych złośliwych demonów i zaczął szeptem podpowiadać mu wiele strasznych bluźnierstw, a on nie rozpoznawszy obcego głosu, sądził, że te myśli naprawdę pochodzą z jego własnego umysłu! To zasmuciło Chrześcijanina bardziej, aniżeli cokolwiek innego, co dotąd spotkał w drodze. Już sama myśl, że teraz miałby bluźnić przeciwko Temu, którego przedtem tak bardzo miłował, sprawiała mu dotkliwy ból. Pomimo wysiłków, nie mógł sobie z tym poradzić, nie mógł rozeznać, ani przynajmniej uświadomić sobie, skąd te bluźnierstwa pochodziły (2).

Nie możemy pozostać bierni wobec myślowych pokus – musimy się do nich odnieść. 2 List do Koryntian 10:5 mówi o zmuszaniu wszelkiej myśli do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi – co wskazuje na aktywne działanie, nie na automatyczny mechanizm. W końcu, jak napisał Kalwin: Wierzący znajdują się w bezustannym konflikcie z ich własną niewiarą (3). Ale nie tylko. W 1 Liście Piotra 5:8 – 9 czytamy: Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając, kogo by pochłonąć. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, świadomi, że te same cierpienia są udziałem waszego braterstwa w świecie (4). Często jednak pozostajemy bierni. Pokusy rezonują z naszą grzesznością. Dajemy się ponieść myślom. Pozwalamy, by drążyły nasz umysł i go zdominowały, pobudzając zwątpienie, zniechęcenie, a nawet kwestionowanie Boga. Albo – tak jak Chrześcijanin – popadamy w rozpacz, bo nie rozumiemy, jak to wszystko jest w ogóle możliwe.

Pełzające zwątpienie

Czasami zaś zwątpienie jest po prostu poczuciem. Coś nie gra. Trudno to sprecyzować. Nastrój, jak i samopoczucie fizyczne i mentalne mogą powodować zmniejszenie subiektywnego odczuwania pewności co do prawd, w które wierzymy. Tego rodzaju niesprecyzowane zwątpienie może być wyjątkowo destruktywne, jeśli damy mu się rozwijać bez konfrontacji – bo krok po kroku będzie narastał w nas niepokój, a my nie identyfikując go, nie będziemy mogli się z nim rozprawić poprzez udzielenie konkretnych odpowiedzi na konkretne pytania. Czasami jego przyczyną może być długotrwałe przebywanie w intelektualnym klimacie, który nieistnienie Boga stawia jako podstawę. Z jednej strony wiemy przecież dokładnie, w co i komu wierzymy – z drugiej strony przesycenie toksycznym środowiskiem budzi w nas nieokreśloną niepewność.

A może po prostu chcielibyśmy zrozumieć niektóre rzeczy lepiej. Zaczynamy zadawać sobie pytanie o to, jak wiemy, że Ewangelia jest prawdziwa. Wiemy, że wiemy, i wiemy, co wiemy – ale pytanie „jak wiemy” wisi nad nami nieubłaganie. Może się okazuje, że nie do końca rozumiemy prawdy, w których dorastaliśmy, bo nigdy sami ich nie przestudiowaliśmy. Wydaje nam się, że obraz, który widzieliśmy wcześniej, i który nie mógł być jaśniejszy, nagle się rozjechał – linie łączące w całość poszczególne punkty zatarły się, a nam pozostały tylko pojedyncze piksele. Nie kwestionujemy treści Ewangelii, dotkliwie odczuwamy ograniczenie swojego umysłu i wiedzy, a jednocześnie niepokoi nas, że w ogóle zadajemy sobie takie pytania. Chcielibyśmy lepszego zrozumienia tajników rzeczywistości i chrześcijaństwa, spojrzenia z zewnątrz wręcz na Wszechświat, nas samych i Boga. Jednak pełne zrozumienie pozostaje ulotne.

Oczywiście postawa ta może przerodzić się w grzech, jeśli zaczniemy podważać mądrość i dzieło Stwórcy w tym, jak nas stworzył, i co wybrał, by nam objawić. Często jednak nasze pragnienie lepszego zrozumienia może być zaspokojone. Podczas gdy powinniśmy zachowywać dyscyplinę umysłu, to Bóg nie pozostawił nas bez źródeł odpowiedzi – zarówno w swoim Słowie, jak i w postaci dziedzictwa innych chrześcijan. Praktyka wiary jest nieustannym, trwającym posłuszeństwem. Jest niepoddawaniem się otaczającej atmosferze – ale konfrontowaniem wątpliwości i trwaniem przy Prawdzie, którą poznaliśmy. Odczuwam niepewność? To staram się zadawać sobie pytania. W czym właściwie tkwi problem? Jaka kwestia mnie męczy? Jak mogę na nią odpowiedzieć? Dlaczego właśnie tak?

Nie ma nic złego w ponownym przyjrzeniu się podstawom naszej wiary – jej treści, filarom, jej założeniom i implikacjom, badając to, jak poszczególne kawałki składają się na obraz Bożej historii odkupienia. Chrześcijaństwo zbadane nie rozpada się na kawałki – wręcz przeciwnie, jego melodia brzmi tylko czyściej i mocniej. Dekonstrukcji mogą najwyżej ulec te fragmenty, które były niedoskonałą ludzką praktyką.

Kiedy już zidentyfikujemy kwestie, z którymi się zmagamy, spójrzmy na nie w kontekście historii Kościoła. Szybko odkryjemy, że nie ma zagadnień, z którymi chrześcijanie w przeszłości by się już nie mierzyli. Nasze odczucia często wcale nie są tak wyjątkowe, jak mogłoby się nam wydawać – Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi (1 Koryntian 10:13)(5). Chrześcijanie przez tysiąclecia udzielali odpowiedzi na pytania, które my dzisiaj sobie zadajemy. Zanim poddamy się zniechęceniu, sięgnijmy po to, co mają do zaoferowania.

Dokąd przed obliczem Twoim ucieknę?

Wśród umarłych mnie zostawiono, tak jak przebitych, leżących w grobie, o których już nie pamiętasz, bo oni już odcięci od Twej ręki, napisał Heman Ezrachita w Psalmie 88:6, dając wyraz poczuciu zagubienia i rozpaczy, że znalazł się poza zasięgiem pomocy Boga. Momentami może się wydawać, że zaszliśmy w myślach tak daleko, że na tych odległych rozdrożach nie ma już dla nas nadziei. Czujemy, że zapadamy się coraz głębiej w siebie i plączemy się w myślach. Narasta wrażenie, że opuściliśmy się już wszystkie znajome wody i nawet Bóg nie jest w stanie dotrzeć do miejsca, w które zdołaliśmy się zapuścić. Jednak Psalm 139 prezentuje całkowicie odmienny obraz.

Dokąd ujdę przed duchem twoim? I dokąd przed obliczem twoim ucieknę? Jeśli wstąpię do nieba, Ty tam jesteś, a jeśli przygotuję sobie posłanie w krainie umarłych, i tam jesteś. Gdybym wziął skrzydła rannej zorzy i chciał spocząć na krańcu morza, nawet tam prowadziłaby mnie ręka twoja, dosięgłaby mnie prawica twoja. A gdybym rzekł: niech ciemność mnie ukryje i nocą stanie się światło wokoło mnie, to i ciemność nic nie ukryje przed tobą, a noc jest jasna jak dzień. Ciemność jest dla ciebie jak światło (Psalm 139:7-12)(6).

Słowa te oferują zaskakujące pocieszenie. Ty tam jesteś. Na skraju, granicy, w niewiadomym, w komplikacjach umysłu, u końca naszego poznania. Bez niego, wciąż istniejącego, jak pisze św. Augustyn, nie byłoby nas samych (7). Nie jesteśmy w stanie uciec z zasięgu jego wzroku – a tym bardziej przez grzechy myśli pozbawić się zbawienia, które Chrystus zapewnił nam na krzyżu.

Problem tkwi w tym, że mamy zbyt wysokie mniemanie o naszych zdolnościach ucieczki i odpadnięcia od Wszechmocnego Boga, a za niskie mniemanie o jego potędze i łasce, przed którym ani nie możemy się ukryć, ani czyjego zbawienia nie możemy utracić. Oto ręka JHWH nie jest tak krótka, by nie mogła ocalić, Jego ucho nie jest tak przytępione, aby nie mogło usłyszeć (Iz. 59:1).

Najgorszym, co możemy zrobić, to w naszym zagubieniu stronić od modlitwy. Możemy czuć się niegodni i myśleć, że powinniśmy wpierw uporać się z naszym umysłem. Jednak właśnie wtedy możemy i powinniśmy wołać do Boga – może czasami wbrew sobie, ale wołać, wyznając nasze wątpliwości. Takie podejście ukazują nam psalmiści – zwłaszcza wspomniany autor Psalmu 88, Heman Ezrachita, który ma wrażenie, że pochłania go głucha ciemność. Ale wciąż woła – bo mimo wszystko bardziej ufa Bogu niż sobie. Zbliżajmy się zatem z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze (Hebr. 4:16).

Jak pisze Paula Rinehart w artykule Dealing with Doubt in an Age of Deconstruction, Doświadczając zwątpienia […] możemy naprawdę odczuwać, że zabłądziliśmy. Jednak to poczucie zagubienia nie powinno być utożsamiane z istotą naszej wiary (8). Siła pokus, emocje, jak i nasz własny grzech nie mogą unicestwić tego daru wiary, który w zbawieniu dał nam Bóg. Wbrew sobie powinniśmy wołać – wierzę, pomóż niedowiarstwu memu.

Przede wszystkim nie zniechęcać

Przyjacielem zwątpienia jest milczenie. Instynktowną reakcją na niepokojące myśli bywa poczucie, że powinny zostać zakryte przed światem, a tym bardziej przed innymi wierzącymi. Problematyczne refleksje powinny zostać przeprocesowane samotnie, w ciszy własnej duszy, bez gorszenia i siania zwątpienia w innych. Jest to jednak reakcja oparta na fałszywych założeniach i prowadząca do destruktywnych rezultatów.

Reakcja ta całkowicie ignoruje naturę Kościoła, który jest wspólnotą świętych, ale wciąż grzeszników, którzy wspólnie mierzą się z różnorodnymi aspektami swojej grzesznej natury – zarówno w sferze myśli, jak i działania. Kościół nie jest bastionem jednostek niepoddanych już żadnym pokusom. Kościół jest miejscem konfrontowania pokus, poznawania i oddawania czci Chrystusowi, i zachwycania się dzień w dzień jego zadziwiającą łaską. Dlatego też powinno być w nim miejsce na dla każdego wierzącego, którego trapią wątpliwości, pytania i zmagania z grzechem.

Strategia milczenia zakłada również, że chrześcijanin powinien prezentować pewien konkretny obraz siebie samego otaczającemu światu, a czasami wręcz fałszować go po to, by trzymać fason i nie umniejszać opinii o sobie w oczach innych ludzi. Jakie rezultaty produkuje taka postawa? Hipokryzję, hamowanie duchowego wzrostu, zamykanie sobie drzwi do usłyszenia odpowiedzi na wątpliwości i pytania, pogrążanie się we własnych zmaganiach, poczucie izolacji. Kiedy zamykamy się na innych, jesteśmy bardziej podatni na tzw. pełzające wątpliwości, których nie precyzujemy – a w efekcie dajemy się ponieść prądom niepożądanych myśli i możemy czuć, że pogrążamy się w coraz to głębszej ciemności.

Prowadź mnie drogą odwieczną

Rozterki Bunyana były długotrwałe, a proces wychodzenia z nich powolny. Jednak z czasem zaczął on konfrontować swoje myśli z treścią Pisma, już nie tylko wyrywając z kontekstu wersety o bluźnierstwie przeciwko Duchowi  Świętemu. To dało mu to nadzieję i pozwoliło odrzucić przekonanie, że znalazł się on poza zasięgiem Bożej łaski. Jak napisał – Zobaczyłem również, że to nie moja dobra dyspozycja serca czyniła moją sprawiedliwość lepszą, a moja zła dyspozycja nie czyniła mojej sprawiedliwości gorszą – bo moją sprawiedliwością jest Jezus Chrystus – ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki (tłum. własne)(9).

Wiara chrześcijańska w praktycznym sensie jest często zmaganiem, postawą, którą można nazwać cnotąw rozumieniu aktywnego dążenia. Jest ufaniem bardziej Bogu niż sobie. Jest głoszeniem sobie Ewangelii codziennie. Czasami może się ona wiązać z oczekiwaniem w ciemności na odpowiedzi – ale taka jest natura ludzkiego doświadczenia. Prawdziwe poznanie wymaga trwania przy tym, co poznaliśmy. I w Tym, którego poznaliśmy.

Nawet jeśli uzyskamy odpowiedzi na nasze pytania, nie oznacza to, że pokusy i wątpliwości już na zawsze znikną. Jak napisał J.C. Ryle, Dziecko Boże ma dwie znaczące cechy… Można poznać go po jego wewnętrznej walce, a także po wewnętrznym pokoju, którego doświadcza (10). Te dwie rzeczywistości będą się przeplatać, póki nie znajdziemy się w wieczności.

Ostatecznie, we wszystkich naszych zmaganiach musimy pamiętać, że Bóg wciąż króluje. Że dał nam obietnice. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać (I Koryntian 10:13). Że zna nasze umysły lepiej, niż my sami. Że nie możemy ujść przed jego Duchem. Nawet pośród największego zagubienia i niepewności możemy modlić się słowami Psalmisty: Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną (11).


(1) J. Bunyan, Grace Abounding to the Chief of Sinners, wersja Kindle, loc. 479.

(2) J. Bunyan, Wędrówka Pielgrzyma, [online], [dostęp 27.09.2021], dostępny w internecie: https://docplayer.pl/22085891-John-bunyan-wedrowka-pielgrzyma-czeoec-i.html.

(3) S.B. Ferguson, The Whole Christ, Wheaton, Illinois, 2016, s. 103.

(4) Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Przymierza. Przekład dosłowny z języka hebrajskiego, aramejskiego i greckiego z przypisami, Poznań 2020. O ile nie zostanie to inaczej zaznaczone, wszystkie cytaty biblijne pochodzą z tego przekładu.

(5) Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań 2003, wersja elektroniczna.

(6) Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1975.

(7) Św. Augustyn, Wyznania, Kraków 2009, s. 28.

(8) P. Rinehart, Dealing with Doubt in an Age of Deconstruction, https://www.thegospelcoalition.org/article/dealing-doubt-age-deconstruction/ (dostęp 27.09.2021).

(9) J. Bunyan, Grace Abounding to the Chief of Sinners, wersja Kindle, loc. 1120.

(10) S. Hubbard, True Christianity Is a Fight, https://www.desiringgod.org/articles/true-christianity-is-a-fight (dostęp: 28.09.2021).

(11) Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1975.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *