Historia,  Kapitalizm,  Socjologia

Protestantyzm i kapitalizm – sojusznicy, towarzysze czy bohaterowie zawiłej historii?

Ostatni tekst w tym cyklu (do znalezienia tutaj) zarysował podstawy rozpowszechnionego przekonania na temat bliskiej relacji protestantyzmu i kapitalizmu. Spojrzeliśmy na tezy wysunięte przez Maxa Webera, a także zmierzyliśmy się z kilkoma powszechnymi a nieuprawnionymi uproszczeniami. Widzimy, że mamy do czynienia ze zjawiskami skomplikowanymi i wewnętrznie różnorodnymi. Wszelka dyskusja na temat ich relacji wymaga uznania, że rzeczywistość jest często bardziej zawiła, niż nam się wydaje, a jedno zjawisko niekoniecznie wynika bezpośrednio z innego. Wymaga ona także cierpliwości wobec uogólnień, które muszą się pojawić, jeżeli tak szeroki zakres tematyczny próbujemy podsumować w krótkim tekście.

Obraz się komplikuje

Nauczanie reformatorów na temat powołania jednostki i pracy było wyrazem przekonania o ponadczasowości nauczania Pisma Świętego, które powinno wytyczać ścieżkę życia każdego chrześcijanina. Jednak należy pamiętać, że było ono precyzowane w kontekście realiów społeczno-gospodarczych, w których reformatorom i ich purytańskim kontynuatorom przyszło pisać. Świat, w którym działali reformatorzy dynamicznie się zmieniał pod względem gospodarczym. Echa świadomości tych zmian można dostrzec już w tym, co sam Kalwin pisał o gospodarce, zwłaszcza na temat lichwy. Jako jeden z pierwszych chrześcijańskich teologów uznał on lichwę za dopuszczalną, odróżniając pożyczki inwestycyjne od starotestamentowego zakazu udzielania pożyczek na procent biednym (1). Myśl Kalwina wywarła w tym względzie bardzo silny wpływ na społeczną akceptowalność lichwy i znalazła później kontynuatorów w postaci m.in. Hugo Grotiusa, który ubierając ją w szaty pojęć ekonomicznych przyczynił się do usunięcia wszelkich skrupułów społecznych co do jej moralnej dopuszczalności (2).

Należy więc podkreślić, że Europa reformacji była Europą zmian – nawet zanim rozszerzyły się w niej wpływy myśli protestanckiej. Protestantyzm współuczestniczył w tych zmianach, ale nie był wśród nich jedyną siłą. Historycznie patrząc, zmiany te przeżywały swój rozkwit w Europie przełomu XV i XVI wieku, chociaż rozpoczęły się nawet wcześniej. W tym kontekście pisze się o rozwoju „kapitalistycznej mentalności” już w hanzeatyckich miastach północnych Włoch w 14 i 15 wieku. Gospodarka rynkowa, która kiełkowała i kwitła w nich miała być kierowana etyką reprezentowaną benedyktyńskim hasłem „ora et labora”, określaną przez niektórych poprzedniczką usystematyzowanej etyki protestanckiej. Na dynamiczny rozwój gospodarczy wpłynęły również okrycia geograficzne. Współcześnie bardzo często uznaje się, wbrew wspomnianej przez nas wcześniej tezie Webera, że korzeni nowoczesnego kapitalizmu należy szukać właśnie wtedy – w późnym średniowieczu (3).

Widać więc, że musimy powstrzymać się przed pokusą generalizacji. Generalizacji dokonał Marks, kiedy uznał protestantyzm za wytwór rozwijającej się kapitalistycznej gospodarki, redukując sferę idei i religii do tylko i wyłącznie nadbudowy procesów gospodarczych. Nie możemy po prostu odwrócić zabiegu Marksa – uznając nowoczesny kapitalizm za wytwór jedynie protestantyzmu. Jak pisze Diarmaid MacCulloch, jakiekolwiek proste powiązanie pomiędzy religią a kapitalizmem załamuje się przy zetknięciu zarówno z zastrzeżeniami, jak i kontrprzykładami (4).

I tak sukces gospodarczy państw “protestanckich” w północnej Europie można przypisywać czynnikom m.in. politycznym – zwłaszcza zakłóceni[u], które spowodowały toczące się od od lat 90-tych XV wieku wojny włoskie, oraz długotrwał[emu] wzrost[owi] w siłę Imperium Osmańskiego, który przyniósł wielkiej skali społeczny i gospodarczy kryzys chrześcijańskim regionom wybrzeża Morza Śródziemnego (5). Co więcej, jak pisze MacCulloch, krajów najbardziej ortodoksyjnie trzymających się kalwińskiej doktryny wcale nie charakteryzował najdynamiczniejszy rozwój gospodarczy. Do uderzających kontrprzykładów należałoby ekonomiczne zacofanie zreformowanej, protestanckiej Szkocji oraz Siedmiogrodu. Sugerowałoby to, że sukces gospodarczy Anglii i Niderlandów zaistniał właśnie dlatego, że nie były to ściśle regulowane kalwińskie społeczeństwa, ale raczej [społeczeństwa, które] od połowy siedemnastego wieku z wahaniem wprowadziły pluralizm religijny obok uprzywilejowanego Kościoła (6). To mniejszości tolerowane, ale wykluczone ze sfery władzy politycznej i kościelnej miałyby zwrócić się w stronę handlu i produkcji (7). Motywatorem podjęcia działalności gospodarczej byłoby więc nie tylko protestanckie credo, ale także społeczne wykluczenie, czego przykładem mogą być francuscy hugenoci i angielscy kwakrzy (8).

Zawiłe dzieje idei

Ustaliliśmy więc, że protestantyzm był częścią szerszej fali społeczno-gospodarczych przemian, zarówno przed reformacją, jak i po niej. Stwierdziliśmy też, że wpływ protestantyzmu na rozwój kapitalizmu istniał – i miał niewątpliwie związek ze statusem społeczno-politycznym jego wyznawców. Cytując ponownie MacCullocha, reformacje i kontrreformacje zawsze wchodziły w interakcję i były modyfikowane […] aspektami ludów i społeczeństw, w których operowały (9).

Co więc z oddziaływaniem protestanckich doktryn?

Na tym etapie warto sobie przypomnieć, że znaczna większość społeczności protestanckich, zarówno tych reformacyjnych, jak i purytańskich, równie mocno akcentowała konieczność realizacji ziemskiego powołania i mądrego inwestowania własnych zasobów, co przeciwdziałanie możliwym konsekwencjom ludzkiej chciwości. Tak samo jak wspierały rozwój handlu i rzemiosła, tak też uważały pewną dozę “interwencjonizmu” za istotną. Wezwanie do ciężkiej pracy na chwałę Boga było zawsze łączone z potrzebą zaspokajania potrzeb społeczności lokalnej.

Jak jednak odnieść nauczanie reformatorów i ich następców, kierowane do społeczności wierzących, akcentujące zarówno aspekty, które można by anachronicznie określić „wolnorynkowymi”, jak i „interwencjonistycznymi”, do rozwoju kapitalizmu? W swoim ortodoksyjnym wydaniu, protestantyzm nie wspierał przecież ani wszystkich założeń, ani praktyk kapitalizmu. Jak możemy sprecyzować ten wydawałoby się nieuchwytny wpływ myśli protestanckiej?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy zastanowić się nad tym, co właściwie pozwoliło myśli protestanckiej wywrzeć tak silny wpływ na cywilizację zachodnią. Poreformacyjna Europa widziała wzrost wpływu wyznań protestanckich w wielu krajach na sferę polityczną i gospodarczą. Wpływ ten został następnie przeniesiony do nowo powstałych kolonii w Stanach Zjednoczonych. Wprowadzanie w życie biblijnych zasad gospodarki było możliwe po części dlatego, że obszar regulacji władzy świeckiej i władzy kościelnej były ze sobą bardzo blisko związane. Mikroprzykładem może być Genewa Kalwina, w której wszyscy mieszkańcy byli jednocześnie podporządkowani władzy kościelnej i władzy świeckiej.

Jednak z tym bliskim związkiem władzy kościelnej i władzy świeckiej, tak naturalnym w czasach reformacji i trwającym silnie właściwie aż do oświecenia, wiązała się pewna dynamika.

Chodzi mianowicie o dynamikę sekularyzacji idei religijnych. Choć głoszona przez reformatorów i ich następców etyka była głęboko zakorzeniona w żywej społeczności kościoła i ukierunkowana na oddawanie chwały Stwórcy, podszyta była ona często założeniem o możliwości objęcia jej wymaganiami całych społeczeństw. Jednak taka nadzieja na stworzenie prawdziwie chrześcijańskiego społeczeństwa musiała z czasem prysnąć. Jeżeli zaś była ona podparta autorytetem władzy państwowej, to tworzyła w pewnym sensie ramy dla przyszłego zeświecczenia swoich postulatów. Kiedy wpływ protestantyzmu zaczął się załamywać, te postulaty zaczęły niejako odrywać się od ich biblijnego kontekstu. Etyka pracy zaczynała żyć własnym życiem. Z czasem, w coraz bardziej sekularyzującym się kontekście społecznym, oderwała się ona od swojego celu oddawania chwały Stwórcy, czego katalizatorem był również rozpad lokalnej społeczności, w której etyka ta miała mieć swoje urzeczywistnienie.

Dostrzeżenie powyższej dynamiki nie oznacza, że chrześcijaństwo powinno powstrzymać się od prób oddziaływania na kulturę i promowania biblijnej etyki pracy lub etyki w ogóle. Nie należy tutaj również wywnioskować, że powstała forma etyki pracy jest sama w sobie czymś negatywnym czy godnym potępienia. Albo że czymś pożądanym byłby rozwój historii, w którym ta etyka byłaby nieobecna. Zupełnie nie! Jednak pozbawiona swojego biblijnego kontekstu, zapożyczania i dostosowywana do potrzeb epoki, mogła ona podlegać i momentami podlegała wielu rodzajom wypaczeń i wynaturzeń, oddalając się coraz dalej od przekonań reformatorów. Jeśli nie umieszczamy naszych przekonań dotyczących pracy w kontekście posłuszeństwa Bogu i służenia innym w naszym otoczeniu, bardzo łatwo uznamy ją za wartość samą w sobie.

W świecie, w którym gospodarka nie jest kształtowana biblijną etyką, praca szybko stanie się wartością samą w sobie, rządzoną, nie jak chciał Kalwin posłuszeństwem Bogu i chrześcijańskim miłosierdziem, ale raczej bezosobowymi prawami produktywności. Dążenie do maksymalizacji osobistej korzyści za wszelką cenę zostanie zaś usankcjonowane jako prowadzące ostatecznie do społecznej równowagi. Etykę chrześcijańską musi w takim świecie zastąpić kodeks efektywności, a przekonanie o doskonałej suwerenności Boga niepewność w obliczu niewidzialnych praw rynku. I tutaj należy przyznać Weberowi trochę racji. Im dalej od pierwotnego ducha kalwinizmu, tym bliżej do ducha kapitalizmu Webera.

Puenta opowieści

Mamy przed sobą więc pakiet mieszany. Widzimy, że protestantyzm, jako rozwijający się w historii i wplątany w jej dynamikę, funkcjonował w różnych kontekstach społeczno-gospodarczych. Chrześcijaństwo jako wiara i religia rozgrywająca się w historii niesie pewien bagaż. Ponieważ całe stworzenie wciąż wzdycha i oczekuje przyszłego odkupienia, także historia pozostaje skomplikowanym pasmem gór i dolin. W misternej tkaninie, którą jest realizacja Bożej suwerennej woli dla świata nie wszystko jest dla nas proste i jasne. Idee niosą niepożądane konsekwencje, człowiek upada, chrześcijanie czasem triumfują, czasem zawodzą, a ich kulturowi, a także teologiczni następcy często wykorzystują ich postulaty w pierwotnie niezamierzony, a momentami dewastujący sposób.

Musimy uznać skomplikowanie rzeczywistości, w której nie wszystko da się sprowadzić do relacji wynikania. Musimy też dostrzec jak szybko prawdziwe, żywe chrześcijaństwo może przejść w zimną, legalistyczną religię, a chrześcijańska etyka gospodarcza, czyniąca Bożą chwałę swoim celem, w pragnienie zysku dla samego siebie.

Naszym zadaniem jest zaobserwować to, zmierzyć się z dziedzictwem historycznym i skonfrontować je z nauczaniem Pisma Świętego. Groźba wypaczenia protestanckiej etyki, którą tak klarownie zademonstrowała historia, powinna nas tym bardziej uwrażliwić na tę drugą, społeczną stronę nauczania reformatorów, która w wielu kręgach wydaje się być zapomniana. Biblijne zrozumienie pracy, własności i dobra społecznego może zostać niezwykle łatwo sprowadzone, nawet przez chrześcijan, do tylko i wyłącznie wolnościowego zbioru postulatów gospodarczych.

Jako chrześcijanie nie łudzimy się, że będziemy w stanie dokonać pełnej transformacji otaczającej nas kultury, i że konsekwencje historyczne naszych działań zawsze będą takie, jakie byśmy chcieli. Jednak nie zmienia to faktu, że powinniśmy być w niej głosem niezależnym i wiernie przedstawiającym biblijne nauczanie, także i na temat etyki gospodarczej. Musimy widzieć, jak silny wpływ kultura potrafi mieć na kościół i nie pozwalać, by bogate biblijne spojrzenie na kwestie pracy, własności, a nawet pomocy społecznej było po prostu zastępowane dominującymi ideami epoki. W końcu mamy być kontrkulturowi.

W wymiarze indywidualnym zaś zostaliśmy jako chrześcijanie wezwani, zgodnie z nauczaniem reformatorów, by realizować wiernie przydzielone nam powołanie, w rozsądku, miłości bliźniego i ciężkiej pracy na chwałę Pana. Przypominają mi się w tym momencie refleksje Koheleta, słynnego obserwatora konsekwencji ludzkich poczynań. Nie możemy zapanować nad tym, co przyjdzie po nas i jak przyszłe pokolenia wykorzystają to, co my teraz głosimy. Nie powinno to jednak wzbudzać nas poczucia rezygnacji wobec niepewności i zawiłości historii. Musimy wyciągać z niej wnioski, uczyć się z konsekwencji, które niosą idee i tym większą ostrożność przykładać do tego, by głoszone przez nas przesłanie było wierne, biblijne i zrównoważone, także w dziedzinie gospodarki. Ostatecznie, możemy polegać na tym, że wichry dziejów cichną przed obliczem Tego, który mimo ludzkich upadków niezmienne realizuje swój plan, a którego mamy przywilej nazywać Ojcem.


(1) J. J. Graafland, Calvin’s Restrictions on Interest: Guideliens for the Credit Crisis, “Journal of Business Ethics” 2010, vol. 96, nr 2, s. 233 – 248.

(2) A. McGrath, Christianity’s Dangerous Idea: The Protestant Revolution – A History from the Sixteenth Century to the Twenty-First, HarperCollins 2007, Adobe Acrobat eBook Reader, s. 334.

(3) H. Joas, M. Jędrzejek, Max Weber nie miał racji, [online], [dostęp: 21 listopada 2020], dostępny w internecie: https://www.miesiecznik.znak.com.pl/max-weber-nie-mial-racji/.

(4) D. MacCulloch, The Reformation: A History, Penguin Group US 2005, s. 684.

(5) Tamże.

(6) Tamże.

(7) Tamże.

(8) C. Trueman, Marginal Hope In Hard Times, [online], [dostęp: 21 listopada 2020], dostępny w internecie: https://www.firstthings.com/blogs/firstthoughts/2015/05/marginal-hope-in-hard-times.

(9) D. MacCulloch, The Reformation: A History, s. 685.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *