Światopoglądy stały się dziś powszechnymi towarami. Ich skrawki spotykamy wszędzie, nawet jeżeli nie podążamy za szybkim nurtem współczesnej polityki. Obijają nam się o uszy w hasłach ulicznych demonstracji, przepełniają sale kinowe i przenikają naszą popkulturę. Zewsząd słyszymy głosy nawołujące nas do wyjścia ze średniowiecza, do prowadzenia ekologicznego stylu życia, aktywnej działalności społecznej czy samorealizacji za wszelką cenę. Otaczający świat wywiera na nas presję. Słuchając wypowiedzi polityków w mediach, przeglądając Twittera czy czytając wiadomości, jesteśmy ciągle bombardowani twierdzeniami, które pretendują do prezentowania właściwego spojrzenia na świat.

Wiemy więc jedno. Od światopoglądu nie ma ucieczki.

Ale czy światopogląd ogranicza się do naszych przekonań polityczno-społecznych, które aktywnie wyrażamy w dyskusjach? Czy chodzi tu wyłącznie o to, co myślimy o strajkach klimatycznych, uchodźcach, Unii Europejskiej czy aborcji? Czy w takim razie reszta naszego życia pozostaje neutralna, niedotknięta żadnym światopoglądem?

Światopogląd jest pojęciem szerszym, niż mogłoby się wydawać i nie ogranicza się do okazjonalnej dyskusji o edukacji seksualnej lub werbalnej potyczki w mediach społecznościowych, ale obejmuje całą rzeczywistość. Wydaje mi się, że powinniśmy spoglądać na niego jako na zbiór fundamentalnych przekonań, które kształtują całe nasze myślenie i życie.

Nie istnieje sfera neutralna. Coś zawsze będzie informowało nasze postrzeganie rzeczywistości. Jeżeli nie będzie to Słowo Boże, to będzie to coś innego, nawet jeżeli nie będziemy tego świadomi.

Od naszego światopoglądu zależy to, jak oddamy głos przy urnie wyborczej, ale także to, jaka będzie nasza codzienna etyka pracy, nasz stosunek wobec innych i to, jakie decyzje będziemy podejmować.

Współczesne światopoglądowe uniwersum

Internet stał się w ostatnim czasie swego rodzaju rynkiem światopoglądowym. Każdy ma możliwość podzielenia się swoją wizją świata, a przestrzeń mediów stanowi doskonałą platformę do zbudowania społeczności opartych o podobne postrzeganie rzeczywistości, szczelnie zamkniętych w swojej bańce informacyjnej. Obserwujemy więc intensyfikację społecznych podziałów w sferze Internetu, która gwarantuje bezpieczeństwo w gronie innych medialnych wojowników. Anonimowość zezwala na prowadzenie agresywniejszego dialogu, a obozy przeciwstawnych poglądów coraz bardziej się radykalizują, przy czym często poziom debaty ostatecznie spada do konieczności skrywania się za internetowym guru, który “zniszczy” argumenty drugiej strony. 

Nasze czasy charakteryzuje też silny nacisk na indywidualizm i autokreację. To jednostka determinuje dziś nie tylko prawdę, ale nawet samo rozumienie tego, czym prawda jest. Subiektywne odczucia i mniemania nie muszą być mierzone żadnymi obiektywnymi kryteriami – samo ich doświadczanie wystarczy, by uznać je za „prawdziwe”. Spójność spada na drugi plan, a prawda staje się tylko kwestią wyboru, preferencją, która pozwala nam kreować naszą indywidualną i spersonalizowaną wizję świata. Światopogląd nie jest więc czymś, co buduje się na jasno określonych, obiektywnych fundamentach. Jest raczej płynną konstrukcją, zmieniającym się produktem naszego indywidualistycznego stylu życia.

Jak mamy się do tego odnieść jako biblijnie wierzący chrześcijanie? Wobec poruszanych w naszym społeczeństwie tematów na pewno nie możemy milczeć. Nie możemy jednak ulec złudzeniu, że nasz światopogląd to tylko kwestie społecznie kontrowersyjne.

Posiadanie chrześcijańskiego światopoglądu nie oznacza, że fragmentarycznie dobieramy sobie tematy, które pozwolą nam zabłysnąć w dyskusji i zaspokoić potrzebę uwagi.

Wierząc w absolutną wystarczalność Słowa Bożego, nie możemy dzielić ani naszego życia, ani myślenia na różne sfery – takie, w których opieramy się o Słowo Boże i inne, które są światopoglądowo neutralne. Nasz światopogląd nie jest po prostu zbiorem preferencji, które bardziej pasują do naszej wizji świata, ale jest uznaniem tej interpretacji rzeczywistości, którą zawarł w swoim spisanym objawieniu sam Stwórca. W budowaniu go musi towarzyszyć nam pokora, a dyskusje o kwestiach kontrowersyjnych nie powinny sprowadzać się do „zniszczenia” poglądu przeciwnika, tylko do Ewangelii, która jest podstawą naszego spojrzenia na świat. Ostatecznie, nasz chrześcijański światopogląd musi być weryfikowany życiem, które jest z nim zgodne.

Pokusa odrzucenia wystarczalności Pisma Świętego

Trzeba powiedzieć to wyraźnie. Jeżeli nasze myślenie nie będzie zbudowane na Słowie Bożym jako na wystarczającym źródle prawd dla życia w tym świecie, będziemy podatni na zwiedzenie. Część naszego światopoglądu zostanie ukształtowana innymi wartościami i będzie przesiąknięta innym rozumieniem rzeczywistości, niż to, które nadał sam Stwórca.

Świadomie lub nie, potrafimy dzielić nasze życie i myślenie na różne sfery. Szczególnie niebezpieczny jest dualizm, który uznaje Biblię za autorytet tylko w niektórych dziedzinach.

Może np. przedkładamy „obiektywne” opinie ekspertów marketingu nad przesłanie Pisma Świętego. Taki podział w świecie funkcjonuje już od dawna – subiektywne prawdy sfery duchowej uważane są za niekompatybilne z obiektywnymi prawdami nauki. Może jednak nie kwestionujemy świadomie wystarczalności Pisma, ale po prostu niektóre sfery naszego życia pozostają od niego niezależne. Żyją własnym życiem, a my nie dążymy do aktywnego podporządkowania ich prawdom Pisma. A może po prostu wydaje nam się, że Biblia nie mówi tak naprawdę nic o „prawdziwym życiu” i w szarej strefie codzienności jesteśmy zdani tylko na własną mądrość.

Jednak jeżeli jesteśmy osobami wierzącymi, to nie możemy dzielić naszego życia na kawałki. Nie istnieje sfera naszego życia i poglądów, o której Pismo Święte nie miałoby nic do powiedzenia. Oczywiście Biblia nie jest wyczerpującym spisem wszystkich sytuacji, w których się kiedykolwiek w życiu się znajdziemy – ale jednak zasady w niej zawarte można odnieść i zastosować do każdych okoliczności. Bóg, który stworzył wszechświat dał nam takie spisane objawienie, które jest wystarczające, by żyć w tym świecie na Jego chwałę.

Jeżeli punktem wyjścia dla budowy naszego światopoglądu jest wszechpotężny osobowy Bóg i Stwórca, to musimy zrozumieć, że absurdem jest uznać jakąkolwiek sferę naszego życia za niezależną od Niego.

Jeżeli nasz światopogląd nie będzie poinformowany prawdą Bożego Słowa, to zostanie niechybnie poinformowany wartościami tego świata i ukształtowany jego ideologiami. Możemy nawet nie być tego procesu świadomi. Pewnego dnia obudzimy się z przekonaniem, że szczęście przychodzi wraz podążaniem za sercem, złe postępowanie człowieka jest wyłącznie produktem negatywnego wpływu jego otoczenia, kapitalizm czy socjalizm jest odpowiedzią na wszystkie problemy ludzkości, a głównym celem, do którego powinniśmy dążyć jako chrześcijanie jest przemiana społeczeństwa przez polityczny aktywizm. Tak pobudzeni nowymi ideami, spotkawszy na ulicy przypadkową osobę staniemy z nią do walki na śmierć i życie o poglądy polityczne, gotowi zrównać ją z ziemią, gdyby tylko się okazało, że ma inne spojrzenie.

Francis Schaeffer napisał: „Nie ma sensu twierdzić, że On jest Alfą i Omegą – początkiem i końcem, że jest Panem wszystkich rzeczy, jeśli nie jest Panem mojego całego, zespolonego w jedno, życia intelektualnego. Jestem obłudnikiem albo człowiekiem o pomieszanych pojęciach, jeśli śpiewam o Chrystusie jako o Panu, a równocześnie usiłuję zatrzymać pewne dziedziny mego życia jako autonomiczne.” 

Tożsamość chrześcijanina w Chrystusie musi być więc fundamentem, która kształtuje całe jego życie, nie tylko fragmentem jego osoby, który włącza się w trakcie niedzielnego nabożeństwa lub dyskusji teologicznej.

Nie możemy dzielić naszego życia na sferę intelektualną, którą kształtują prawdy Bożego Słowa, i sferę codzienności, która funkcjonuje niezależnie od nich. Jeśli Chrystus faktycznie panuje w naszym sercu, to powinien panować niepodzielnie, a jego Słowo powinno kierować naszym myśleniem, a w efekcie postępowaniem. Jasne, fajnie, że wiemy co Biblia mówi na dany temat i potrafimy to obronić, ale jeśli reszta naszego życia zupełnie przeczy temu przesłaniu, to nasz światopogląd „na pokaz” jest naprawdę bez wartości.

Jak pisze Nancy Pearcey w swojej książce “Total Truth”: „Argumentowanie, że chrześcijaństwo jest zupełną prawdą może wychodzić nam doskonale, ale nasza argumentacja nie zostanie uznana za przekonującą, jeśli nie dostarczymy namacalnej manifestacji tego, jak ta prawda działa w praktyce. Inni muszą zobaczyć na własne oczy, że w naszej codzienności nie traktujemy chrześcijaństwa jako sfery ucieczki, czegoś w rodzaju koca termoizolacyjnego czy zamku bajkowych wierzeń, które poprawiają nasze samopoczucie (…). Werbalna prezentacja przesłania chrześcijańskiego światopoglądu traci swoją moc, kiedy nie potwierdza jej jakość naszego życia.”

Pokusa intelektualnej pychy i światopoglądowej walki na śmierć i życie

Załóżmy jednak, że wierzymy, że Pismo Święte jest wystarczające do adresowania problemów skomplikowanej rzeczywistości, która nas otacza. Studiujemy je i dążymy do tego, by to jego zasady kształtowały nasz światopogląd. Cieszymy się spójnością, którą Pismo nam gwarantuje. Łatwo jednak w takim momencie może wkraść się w naszą postawę nutka intelektualnej pychy. Zaczniemy prowadzić dyskusje o światopoglądzie tylko po to, by nakarmić własne ego i będzie nam bardziej zależeć na przeforsowaniu własnych, nawet właściwych racji, niż podzieleniu się Ewangelią lub zachęceniu innej osoby.

Musimy pamiętać, że jako chrześcijanie rozumiemy prawdy Ewangelii tylko i wyłącznie dlatego, że Bóg pozwolił nam je poznać.

Nie doszliśmy do nich pracochłonnym rozumowaniem. Gdyby nie Boża interwencja w nasze życia, ciągle tkwilibyśmy w dawnym sposobie myślenia, który Paweł w Liście do Rzymian 1:28 opisuje w ten sposób: „Dlatego również Bóg wydał ich na pastwę rozumu, niezdolnego do trafnych ocen, tak że czynią to, co nieprzyzwoite.” To łaska, że znając prawdę, możemy budować na niej całe nasze myślenie i życie. To łaska, że możemy studiować Pismo Święte, ucząc się tego, co ono mówi o całości otaczającej nas rzeczywistości. Nie mamy więc czym się wywyższać. Nie możemy dumnie uważać się za niepowtarzalnych indywidualistów, którzy zdołali sami zbudować spójny światopogląd. Mądrość, którą czerpiemy z kart Pisma Świętego nie jest naszym wytworem. To sam Bóg jest jej dawcą.

Co więcej, nie jesteśmy wszechwiedzący. Nasz światopogląd jest czymś, co ciągle się rozwija. Nasze poznanie niezmiennego Pisma Świętego rośnie wraz z każdym dniem życia z Panem. Umiejętność praktycznego zastosowania zasad Pisma Świętego do często skomplikowanych sytuacji naszego codziennego życia jest procesem lepszego poznawania Boga i czerpania z mądrości innych wierzących. Nie ma tu miejsca na pychę ani na pozbawione miłości udowadnianie innym, że są daleko za nami na ścieżce światopoglądowego rozwoju.

Światopogląd w praktyce czyli o co tak naprawdę walczymy

Ostatecznie, musimy zastanowić się gdzie angażujemy naszą energię. Tak, nasze myślenie o sprawach społecznych powinno wypływać z naszego rozumienia Pisma Świętego. Ale czy jesteśmy gotowi z taką samą energią i zaangażowaniem głosić Ewangelię naszemu otoczeniu, z jaką gotowi jesteśmy walczyć o nasze polityczne racje, nawet takie, które uważamy za poparte biblijnymi argumentami? Czy inwestujemy więcej energii w nasze życie duchowe, w nasz wzrost w Chrystusie, w służbę lokalnego kościoła, niż na polityczne potyczki w Internecie lub w rzeczywistości? Czy dbamy bardziej o te sfery naszego światopoglądu, którymi będziemy mogli zabłysnąć w dyskusji, czy raczej chcemy, by całe nasze życie znalazło się pod kontrolą biblijnego myślenia? Czy jesteśmy dogmatyczni i gotowi „zniszczyć” każdego, nawet chrześcijanina, którego poglądy na kwestie społeczne są nieco inne?

Żyjemy w epoce, w której przynależność do danego politycznego środowiska stała się jednym z pierwszorzędnych kryteriów samoidentyfikacji. Ta mentalność potrafi przenikać również do chrześcijańskich środowisk. Jeżeli jednak pozwolę, by moim głównym kryterium samoidentyfikacji stała się przynależność do danego środowiska partyjnego, nawet jeżeli jego postulaty zgodne są z moim chrześcijańskim światopoglądem, to daję się odciągnąć od głównego celu.

Czasami w obliczu presji otaczającego świata, może nam się wydawać, że jedyną nadzieją dla naszego społeczeństwa jest przyłączenie się do konkretnego środowiska politycznego, które obroni tradycyjne wartości. Jasne, ważne jest zajmować pozycję w kwestiach moralnych, głosować zgodnie z naszym sumieniem, bronić praw nienarodzonych, opowiadać się za nienaruszalnością Bożego porządku stworzenia, ale nie pozwólmy, by nasza walka toczyła się wyłącznie i pierwszorzędnie na polu politycznym.

Polityczny aktywizm nie zbawi naszego społeczeństwa. Nawet gdyby wypełniło ono wszystkie postulaty, które przedstawiamy, to i tak desperacko potrzebowałoby Ewangelii.

Każde społeczeństwo, niezależnie od tego jak bardzo jego system prawny i kultura odzwierciedlają szeroko pojęte chrześcijańskie wartości, potrzebuje Ewangelii. To nie moralizm zbawia, ale Ewangelia. Musimy pamiętać, że to ona przemienia życia i świat, nie wyłącznie nasze polityczne zabiegi.

Nasz światopogląd jest ważny, ale jeżeli nie będzie prezentowany w związku z przemianą życia, to będzie tylko moralistycznym zestawem pustych postulatów. Jako chrześcijanie możemy identyfikować się z postulatami konserwatywnych partii politycznych, ale musimy pamiętać, że kieruje nami zupełnie inna motywacja. Naszą główną motywacją nie jest powierzchowna zmiana społeczeństwa, ale zmiana serc i żyć, której może dokonać tylko Ewangelia.

Oczywiście, powinniśmy zabierać głos w sprawach, które budzą naszą troskę lub niepokój, ale to wszystko powinno stać na fundamencie naszego głównego dążenia – głoszenia Ewangelii i praktykowania jej we wszystkich kontekstach naszego życia. Nasz światopogląd przecież rozpoczyna się i wyrasta właśnie z niej. Nie ma prawdziwie chrześcijańskiego światopoglądu bez Ewangelii.

Wszystkie nasze przekonania dotyczące człowieka, sensu życia i odpowiedzialności moralnej przed Bogiem powinny wynikać z Pisma Świętego.

Jeżeli więc angażując się w długotrwałe dyskusje o szeroko pojętych „sprawach światopoglądowych”, nie wspominamy słowem o przesłaniu Ewangelii, to co tak naprawdę osiągnęliśmy?

To ją chcemy głosić i ją przekazać, a nie za wszelką cenę dążyć do przekonania kogoś do przyjęcia postulatów danej ideologii politycznej lub naszego własnego spojrzenia na skomplikowane kwestie społeczne, o których często nie mamy pełnej wiedzy. Mamy ograniczoną energię i czas. Na co je poświęcimy?

Fundamenty chrześcijańskiego światopoglądu

Jak już częściowo wynika z poprzednich akapitów, chrześcijanin posiada narzędzia do interpretowania otaczającej go rzeczywistości. Posiada Boże spisane objawienie, będące zbiorem prawd, które Bóg pozostawił dla ludzkości w swoim objawionym Słowie. Bóg od samego początku stawiał człowieka przed faktami dokonanymi. Sam pierwszy werset Biblii jest stwierdzeniem. “Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”. Nie ma wobec tego żadnej dyskusji.

Tylko Stwórca ma prawo do właściwej interpretacji rzeczywistości, którą stworzył. Prawdziwa interpretacja nie jest odczuciem ani tym, co się komuś wydaje. Jest realną odpowiedzią na pytanie – „co autor miał na myśli”. My możemy tylko tą interpretację przyjąć. Światopogląd chrześcijański, zawarty w Piśmie Świętym, będzie więc spójny i niesprzeczny. Będzie odnosił się do każdego aspektu życia człowieka – ponieważ Bóg panuje suwerennie nad całym światem, nie tylko jakąś mgliście definiowaną sferą duchową. Powinien kształtować zarówno nasze przekonania na tematy kontrowersyjne, jak i praktykę codziennego życia z Panem.

Chrześcijański światopogląd nie tylko pozwala nam interpretować rzeczywistość, ale także nas przemienia w procesie naszego poddawania każdej myśli w posłuszeństwo Chrystusowi.

Chrześcijański światopogląd nie jest więc kolejną opcją na półce ideowego supermarketu i nie sprowadza się po prostu do spójnego pakietu intelektualnych postulatów, które pomogą nam wygrać każdą dyskusję i wzbudzą podziw w oczach innych. Nie jest też, i nie może być, atrakcyjnym dodatkiem do życia, bufetem poglądów, z którego możemy dowolnie wybierać to, co się nam podoba. Wręcz przeciwnie. Musi być wszystkim albo niczym. Musi kształtować całą naszą codzienność.

Dla zainteresowanych tematem bardzo polecam poniższe pozycje:
“Total Truth: Liberating Christianity from Its Cultural Captivity”, Nancy Pearcey
“Dokąd?”, Część I, Francis Schaeffer (w angielskim wydaniu Escape from Reason”)